Marzenia

Paliwo dnia codziennego

Marzenia, to drugie słowo zaczynające się na M, które jest ważne w naszym życiu. Pierwsze jak się pewnie domyślacie to Miłość. Tak więc po pierwsze Miłość, a po drugie… może być Marzenia. Może, ale nie musi, bo jest jeszcze Pasja, Wiara, Nadzieja itd.

 

Marzenia duże i małe. Takie, które niekiedy są drogowskazem. Podczas naszego wspólnego życia udało nam się spełnić kilka z nich, kolejne przed nami.

 

Odrobić lekcje, które zadało nam życie

Kiedy zapytałem Aldonę o marzenia na najbliższe lata odpowiedziała lekko filozoficznie – Odrobić lekcje, które zadało mi życie – stwierdziła.

 

Co miała konkretnie na myśli? Już nie rozwinęła. Zresztą nie da się tego w jednym zdaniu opowiedzieć. To raczej podróż przez życie, a w tym przypadku także poprzez lekturę Magla Rodzinnego. Jej kolejnym marzeniem jest eksplorowanie życia. I ponownie pojawia się pytanie, ale co ma dokładnie na myśli? Tutaj odpowiedź jest prostsza. Chodzi m.in. o poznawanie ludzi, potraw, podróżowanie. Aldona chciałaby w tańcu, któremu poświęca tygodniowo kilka godzin, poczuć swobodę, popłynąć w rytm muzyki.

 

Aldona nie boi się marzeń

Jednego mogę być pewny. Nie boi się marzeń. W przeciwieństwie do mnie. To znaczy kiedyś się bałem. Jako młody chłopak lubiłem podróżować, ale były to wyprawy tzw. budżetowe i bliskie. Wychowałem się w domu, gdzie dużą wagę przywiązywało się do oszczędności. To one miały być gwarantem spokojniejszego życia. Cena jaką się za to płaciło? Pozbawienie dzieci, rodziny wspólnych podróży. Proszę sobie wyobrazić, że całą rodziną z Mamą i Tatą oraz siostrą wyjechaliśmy tylko raz na wczasy. Raz!!!

 

Podróże kształcą! Naprawdę!

Tak więc wyniosłem z domu przywiązanie do oszczędności, a co za tym idzie niechęć do dalszych podróży. Trwało to trochę. Nie pamiętam nawet w jakich okolicznościach zgodziłem się na wakacje na Krecie. Okazją była zbliżająca się 10 rocznica ślubu. Wyjazd całej naszej ekipy, pięciu osób, na grecką wyspę zapoczątkował wiele zmian. Teraz podróżujemy regularnie, a dzieci mają to zakodowane. To podczas tego urlopu uświadomiłem sobie, że strach przed wodą pozbawia mnie wielu pięknych chwil. Zrozumiałem, że ma on nade mną władzę. Minęło kolejnych dziesięć lat, a ja nie tylko przełamałem strach przed wodą i nauczyłem się pływać. Pokochałem wodę. Zacząłem uprawiać amatorsko triathlon. Pływanie, jazda na rowerze i bieganie dały mi dużo satysfakcji.

 

Zostać maratończykiem

Jako nastolatek pomyślałem sobie, że chciałbym kiedyś przebiec maraton. – To było by coś – stwierdziłem i zapomniałem o tym na długie, długie lata. Aż do 38 urodzin, kiedy postanowiłem zrzucić kilka kilogramów. Zacząłem biegać. Trzy lata później zostałem maratończykiem. Był Gdańsk, Berlin i Budapeszt. Przede mną kolejne królewskie biegi. Marzeniem jest start w pięciu największych maratonach świata. Po Berlinie zostały jeszcze: Nowy Jork, Boston. Londyn i Tokio. Ale i inne. Planuję raz w roku przygotować się do maratonu. W 2017 miałem złamać 3 godziny 30 minut. Niestety, w Budapeszcie zabrakło odpowiedniej pogody. 30-parę stopni Celsjusza w słońcu nie sprzyjało szybkiemu bieganiu. 3:38 minut i życiówka poprawiona o siedem minut. Też dobrze, ale ambicje, marzenia były większe. Start w stolicy Węgier był w mojej pięcioletniej przygodzie ze sportem najtrudniejszy, ale co za tym idzie najpiękniejszy. Dużo się dowiedziałem o sobie i uświadomiłem jakie jeszcze marzenia chcę zrealizować. I pewnie można by tak długo snuć o nich opowieści.

 

To zbyt osobiste

Zaproponowałem Aldonie stworzenie listy marzeń. Stwierdziła, że nie chce pisać o nich przed realizacją. Że to zbyt osobiste. Nie rozumiem tego, ale szanuję. Ja wypisałem kilka z nich poniżej. Pewnie dlatego, że mężczyzna musi mieć konkretny cel, a publiczna deklaracja nas mobilizuje do działania. Jednym z takich celów, marzeń jest osiągnięcie wagi startowej na poziomie 79 kg. Tak jak pisałem wcześniej zrzuciłem kilka kilogramów w przeciągu ostatnich kilku lat. Około 15-18. W sezonie startowym 2017 ważyłem 82-83 kg. Za dużo. Mimo prób nie udało się zejść poniżej 80. Teraz pada publicznie deklaracja. W 2018 ma być 79. I już pisząc te słowa (kilka dni temu w pierwszej wersji tekstu) uświadomiłem sobie, że łatwiej mi się wraca do zdrowych nawyków żywieniowych. Pilnuję co i jak często jem. Na efekty końcowe trzeba jednak poczekać. Mam nadzieję, że w czerwcu 2018 roku będę mógł napisać, że się udało. A jak nie, to też będzie powód do tekstu, w którym przeprowadzę analizę, co poszło nie tak.

 

Wracając do marzeń, które przychodzą mi na gorąco do głowy:

 

  1. Wychować dzieci na dobrych ludzi
  2. Przyjaźnić się z Aldoną. Kochać i pięknie dojrzewać
  3. Ukończyć Ironmana. Jeszcze nie wiem kiedy…
  4. Pojechać z Aldonką w Himalaje na wyprawę trekkingową
  5. Nauczyć się nurkować. Dzieci podarowały nam już intro na nurkowanie, ale musimy poczekać, aż nasz instruktor wyleczy kontuzję pleców.
  6. Wystartować w maratonach: Nowy Jork, Boston, Tokio, Londyn i innych
  7. Napisać książkę. Mam już temat, ale doba jest za krótka
  8. Rozpocząć cykl rozmów z ciekawymi ludźmi. Wywiady.
  9. Wrócić do dziennikarstwa. To jest spójne z punktem 8
  10. Podróżować: Gruzja, Izrael, USA itd.
  11. Wyjazd na obóz triathlonowy
  12. Cdn.