Jak zostałem Kozakiem

Facebook właśnie mi przypomniał moje przygotowania do pierwszego, oficjalnego biegu. A był to Bieg Westerplatte. I było to sześć lat temu. Przygotowania do wrześniowej imprezy rozpocząłem w czerwcu. Pierwsze dziesięć kilometrów po niespełna miesiącu przebiegłem w czasie 1 godzina, 1 minuta i jedna sekunda. Ale to była radość. Za każdym razem jak o tym pomyślę, to obraz z tamtej chwili wraca. Właśnie kończyłem trening, kiedy Aldona z dziećmi wracała do domu. Fajnie, że mogłem radością z mojego pierwszego biegowego sukcesu dzielić się z nimi.

 

Po debiucie w Biegu Westerplatte. Sześć lat temu

 

Dwadzieścia kilogramów starszy

Od tego momentu minęło już ponad sześć lat. Ponad 2130 dni. Kawał czasu. Przygodę ze sportem rozpocząłem w okolicach 38 urodzin. Tuż przed nimi. Czy wtedy rozpoczął się mój kryzys wieku średniego? Być może. Choć nie myślałem o kupnie motocykla czy sportowego samochodu. Jedyny, ale ciężki objaw, podobieństwo to nadwaga. Było tego jakieś prawie 20 kilogramów.

 

Taki ładny miś był ze mnie 6 lat temu, a już o kilka kg mniejszy niż w czerwcu

 

Silniejszy w dążeniu do celu

Tak więc dziś jestem o 20 kilogramów młodszy. Czuję się dużo lepiej. Ubrania zmieniły rozmiar z XL na M i przez to mi się dużo bardziej podobają. Tak jak samo życie, choć i na tamto nie mogłem narzekać. Sześć lat, a to oznacza, że wiele wody w rzece upłynęło. To był czas sukcesów, ale także porażek, a może lepiej byłoby powiedzieć doświadczeń, niekiedy trudnych, które sprawiały, że stawałem się coraz silniejszy w dążeniu do celu.

 

Cel, marzenie 10 kilometrów biegać z 3 z przodu

 

Jednym z nich jest próba przebiegnięcia 10 kilometrów poniżej 40 minut. Podejmę ją 23 września 2018 roku podczas Biegu Westerplatte. Pierwszy bieg skończyłem z czasem ponad 53 minuty. Przed rokiem już z 40:58. A jak będzie teraz? Ten rok pod wieloma względami nie był i nie jest łatwy. Trenowałem dużo mniej niż rok temu, kiedy zabrakło do złamania 40 minut prawie minuty. Ale nie patrzę na to wszystko w sposób negatywny. Jak sobie myślę o biegu 23 września to wiem, że będzie bolało, że będę musiał kolejny raz opuścić strefę komfortu i mocno zawalczyć o realizację marzenia.

 

Nauczyłem się walczyć o marzenia

Bo właśnie w ciągu tych sześciu lat nauczyłem się walczyć o małe i duże marzenia. W ciągu tych sześciu lat nauczyłem się przede wszystkim pływać, pokonałem strach przed wodą i wystartowałem w triathlonie. Mój dotychczasowy najdłuższy start w tej dyscyplinie to Ironman 70.3 Gdynia. Przepłynąłem 1,9 km w Bałtyku, przejechałem po kaszubskich trasach 90 kilometrów i przebiegłem w nad morzem 21,1 km. Polubiłem triathlon, do tego stopnia, że razem z Aldoną i rodzinką Greczyłów: Adamem i Ewą rozpoczęliśmy organizować fantastyczne imprezy spod znaku Triathlon Energy. A dlaczego fantastyczne? Bo startują w nich i dzięki temu, my ich poznajemy fantastyczni ludzie. Uśmiechnięci, pogodni, przyjaźnie nastawieni do świata. Z wieloma z nich przegadało się nie jeden temat, przepłynęło, przejechało czy przebiegło nie jeden kilometr. Pomogło wyjść ze strefy komfortu wielu osobom, a nawet stać się niepełnosprawnej dziewczynce triathlonistką.

 

Nie przywiązuje się do medali, ale te lubię. Gdynia Ironman 70.3, Maraton Budapeszt, medal z Triathlon Energy w Starogardzie (pierwsza impreza) i Berlin Maraton.

 

Założyłem koronę

Kolejne, nawet starsze niż triathlon marzenie, które udało mi się w tym czasie spełnić, to przebiegnięcie maratonu. Oj, o tym myślałem już od liceum. W końcu się udało. Debiutowałem w Gdańsku z czasem 3:45, później był Berlin. Czas powyżej czterech godzin, ale w stolicy Niemiec co innego było ważniejsze. To był bieg 100 dni po poważnej operacji. Sam nie wiem jak to się stało, że znalazłem w sobie tyle siły, aby tak szybko wrócić do tak poważnego biegania.

 

Przebiec z Rafałem i flagą Gdańska przez Bramę Brandeburską, to było coś

Trzeci maraton to Budapeszt i kolejna lekcja. Przygotowany byłem do biegu poniżej 3 godzin i 30 minut. Skończyło się o osiem minut wolniej. Ale kiedy dziś myślę o tym starcie to wiem, że to był mój najtrudniejszy, a zarazem najlepszy bieg. Kończyłem go w temperaturze powyżej 30 stopni w cieniu. Nogi miałem obolałe do tego stopni, że jak dziś biegam w gorącu to czuję jakby były poparzone. Setki razy myślałem, aby przerwać maraton w stolicy Budapesztu, dwa razy stawałem, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło, a jednak dobiegłem do mety. Jak się położyłem w parku na trawie, to miałem problemy ze wstaniem. Dostałem wtedy porządnie po tyłku, a dziś wiem, że to było coś niesamowitego.

 

Rzeka w końcu pokonana

Półtora roku walczyłem z kontuzją kolana, aby wrócić do biegania. Lekarz powiedział, że nie będę biegał już 10 kilometrów w czasie 40 minut. I mam nadzieję, że miał rację. Że będę biegał z trójką z przodu.

Kiedy już nauczyłem się pływać wróciłem nad Dunaj i przepłynąłem go w kajaku górskim, tym samy z którego uciekłem sześć lat temu. Teraz to ja pokonałem rzekę i przepłynąłem nią 16 kilometrowy odcinek.

 

Dunaj w kajaku górskim. Sześć lat czekałem na ten moment

Jak zostałem Kozakiem

W tym czasie usłyszałem wiele dobrych słów, odebrałem setki gratulacji. Zarówno po biegowych jak i triathlonowych startach. Udawałbym, gdybym powiedział, że nie było to przyjemne. Było. I bardzo to lubię. Jeden z największych, a może największy komplementów jaki usłyszałem padł z ust mojego starszego syna. Podczas debiutu maratońskiego usłyszałem od Niego, że jestem Kozakiem. Cudowne uczucie. Porównywalne z tym, kiedy słyszę od dzieci jak mówią: Kocham Cię.

 

To jest moje największe trofeum. Koszulka, którą dał mi Dawid po debiucie w triathlonie

 

Wsparcie Aldony

Doświadczyłem także wielkiego wsparcia od Aldony. Potrafiła dobrym słowem, czasami mocnym potrząsnąć w trudnych chwilach. Szczególnie kiedy kontuzja się odnawiała i nie można było trenować. Ale także, kiedy przed kolejnymi próbami strach zaglądał w oczy.

 

Bez Aldony nie wszystko by się udało


Bieganie w intencjach

I pewnie tak długo mógłbym pisać o tych ostatnich sześciu latach, bo działo i ciągle dzieje się bardzo dużo. I to dobrego. Na koniec wspomnę tylko o jeszcze jednym. Pięknie się biega i znosi ból w intencjach ludzi, którzy tego wsparcia potrzebują bardziej niż my.

 

Romek bohater

Jedną z takich osób jest mój Przyjaciel Romek. Niesamowity gość, który od dłuższego czasu walczy z rakiem. Kiedy biegnę i mam naprawdę dość myślę o nim, ofiaruję to wszystko za Niego. Jest to moja modlitwa i prośba zarazem o zdrowie dla Niego. W lipcu byliśmy razem na wakacjach w górach. Razem z Wojtkiem pomagaliśmy Romkowi nauczyć się jeździć na rowerze. Przez chorobę amputowano mu nogę. Jednak nie poddał się i żyję pełną piersią. Postanowił nauczyć się jeździć na rowerze. Pojechał na obóz do Jaśka Meli, aby nauczyć się biegać. Silny i piękny facet.

 

Roman co się nie kłania rakowi

Wyjść ze strefy komfortu

Kiedy wróciłem do Gdańska startowałem w triathlonie. Niestety, pływanie zostało odwołane i triathlon przerodził się w duathlon. Od dłuższego czasu mam problemy z bieganiem szybciej drugiej części dystansu. W Gdańsku po przebiegnięciu pięciu kilometrów drugiego biegu poczułem niezwykłą moc. I zamiast zwalniać tak jak zawsze przyspieszałem. Udało się dobrze pobiec. Kiedy zastanawiałem się co takiego się wydarzyło, że w końcu udało mi się przełamać moją niemoc w drugiej części biegu, przypomniałem sobie, że myślałem wtedy o Romanie i jego nauce jazdy. To był dla mnie zaszczyt, że mogłem pomóc Przyjacielowi pokonać strach i ponownie nauczyć się jeździć na rowerze.

I takich pięknych chwil dostarczyły mi ostatnie lata. A wszystko to, bo postanowiłem wyjść ze strefy komfortu. I to wiele razy.

 

Kolejne 3 w życiu

I oby tak było także 23 września 2018 roku podczas Biegu Westerplatte. Marzenie mam, aby z przodu była 3…

 

Marcin Dybuk

 

Ps. Warto do tego jeszcze dodać akcję „Pomorze Biega i Pomaga”. To właśnie podczas biegania zrodził się pomysł akcji. Najpierw tylko biegania, a później także pomagania. W sumie to już ponad 20 osobom udało się pomóc. A ilu biegaczy biega w niebieskich, pomarańczowych i zielonych koszulkach „Pomorze Biega i Pomaga”. Każdy z nich pomógł przynajmniej jednej osobie. Koszulki są cegiełkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *